• Wpisów:188
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 14:31
  • Licznik odwiedzin:16 117 / 1557 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
SERDECZNIE ZAPRASZAMY!


http://our-way-to-dreams.blogspot.com/

Nasz nowy blog, coś o nas, naszym życiu, przygodach i prawdziwej przyjaźni. Wlotach i upadkach... Prawdziwym bycie nastolatek XXI w.
 

 
Spędziliśmy ze sobą cały dzień. Opowiadaliśmy kawały, oglądaliśmy filmy, wygłupialiśmy się, jednak nadszedł wieczór i Hazza musiał wracać. Siedzieliśmy na kanapie przy kolejnej komedii, kiedy zadzwonił jego telefon.
-Słucham? - usłyszałam i odszedł na chwilę, by spokojnie porozmawiać.
Nadal wpatrywałam się w ekran telewizora, a po chwili dołączył do mnie mój przyjaciel.
- Muszę wracać - oznajmił.
Głośno westchnęłam i przytuliłam się do chłopaka. Mocno objął mnie ramieniem i pocałował w czoło.
- Gdyby coś się działo to dzwoń, jasne? - zapytał.
- Tak jest.
Odprowadziłam Harrego do drzwi i delikatnie pocałowałam w policzek na pożegnanie.
- Dziękuję - wyszeptałam, a po chwili już go nie było.
Zamknęłam drzwi i pobiegłam na górę. Bez zastanowienia wzięłam prysznic, założyłam piżamę i położyłam się do łóżka. Zapalona lampka stojąca na komodzie lekko oświetlała pokój, co pozwoliło mi bez problemu znaleźć moją ulubioną książkę. Panowała cisza, którą nagle przerwał dzwonek telefonu. Lekko się przestraszyłam, ale sięgnęłam komórkę, na której widniał napis Mama. Odetchnęłam z ulgą i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Tak?
- Kochanie, mamy dla ciebie zadanie - powiedziała moja rodzicielka bez owijania w bawełnę.
No tak... przecież nie zadzwoniłaby, żeby się zapytać czy wszystko w porządku. Gówno ją obchodziło co się ze mną dzieje. Ważne, że żyje. Przynajmniej miałam nadzieję, że ją to interesuje.
- Jakie? - zapytałam bez entuzjazmu.
- Musisz znaleźć pewien dokument, który przez przypadek został w domu.
Wytłumaczyła mi dokładnie o co chodzi, a ja próbowałam dokładnie wszystko przeanalizować, by o niczym nie zapomnieć.
- Wysłać je pocztą?
- Nie, nie mamy tyle czasu. Nasz przyjaciel po to wpadnie i podwiezie. Przyjdzie jutro z samego rana - oznajmiła.
- Jaki przyjaciel?
- Na pewno go rozpoznasz - skwitowała i się rozłączyła.
Zaświeciłam światło i pobiegłam do gabinetu rodziców, by przygotować potrzebne im papiery. Przeszukałam wszystkie szuflady i odłożyłam dokumenty w oddzielną teczkę. Wróciłam do sypialni i bez problemu zasnęłam. Obudziłam się zbyt wypoczęta jak na poniedziałek, zerknęłam na zegarek i ujrzałam 7.48. Zerwałam się z łóżka jak opętana, trochę się ogarnęłam i chciałam przygotować sobie śniadanie, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Wzięłam dokumenty w dłoń i pobiegłam, by otworzyć nie zwracając nawet uwagi na osobę, która przyszła. Nacisnęłam klamkę i poczułam pchnięcie, a po chwili leżałam na drewnianej podłodze z zamkniętymi oczami. Usłyszałam tylko dźwięk przekręcanego klucza. Bałam się. Wiedziałam, że nade mną stoi osoba, której zdecydowanie nie mam ochoty oglądać.
- Cześć kochanie, spójrz na mnie - powiedział całując przy tym mój dekolt.
Kiwnęłam tylko przecząco głową po czym poczułam silne uderzenie.
- Spójrz na mnie, dziwko!
Momentalnie otworzyłam powieki i zobaczyłam mojego oprawcę, faceta, który zniszczył mi życie. Dyszał tuż nad moim uchem. Próbowałam się uwolnić, jednak to nic nie dawało. Za każdym razem bił mocniej. Czułam jak rozrywa moje ubrania i bieliznę. Przygryzał moje piersi i bez ostrzeżenia brutalnie wbił się we mnie. Na moich policzkach pojawiły się łzy. Nie mogłam nic zrobić. Czułam się jak szmata. Zamknęłam oczy. On już nie zwracał na mnie uwagi. Obmacywał mnie, a ja płakałam. Skończył i od tak wstał, ubrał się i wziął papiery.
- Pamiętaj mała, że mogę zrobić coś gorszego, jeżeli tylko piśniesz komuś słówko - powiedział i wyszedł.
Podniosłam się momentalnie i pobiegłam do swojego pokoju.
- Żyletki - wyszeptałam do siebie.
Dłonie trzęsły mi się nieubłaganie. Szukałam ukojenia. Znalazłam potrzebne pudełko i usiadłam na łóżku, przykrywając się kołdrą. Robiłam kolejne nacięcia. Czułam, że opadam z sił, oparłam głowę o poduszkę i zasnęłam.





_______________________
Kolejne części tutaj -> http://onedirection-imaginy-opowiadania.blogspot.com/
 

 
Kochani życzę Wam wesołych świąt! Już niedługo będziecie mogli otwierać prezenty i cieszyć się z rodziną chwilami wolności. Dwa tygodnie wolnego to zbawienie dla każdego ucznia, wiem coś o tym. Chciałbym życzyć Wam, aby ten czas nie był tylko sztuczną szopką, jak zazwyczaj bywa, ale byście poczuli, że macie przy sobie bliskie Wam osoby. Mam nadzieję, że każda/y z Was dostanie swoje wymarzone prezenty, a wszystkie Directioners doczekamy się koncertu w Polsce. Życzę Wam również, aby ten rok 2014 był jeszcze wspanialszy, a każda chwila niezapomniana.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Obudziłam się, kiedy na dworze było już jasno. Delikatnie poruszałam dłonią i poczułam jak ktoś ją mocno ściska. Otworzyłam oczy i ujrzałam śpiącego przy sofie Harrego trzymającego mnie za rękę. Głowę miał opartą o moje nogi, a on leżał na miękkim dywanie.
- Hazza, wstawaj - powiedziałam cichutko.
Usłyszałam tylko jego pomruki i jeszcze mocniej zacisnął palce.
- Harry- oznajmiłam ciut głośniej.
Podniósł niechętnie powieki i wziął głębokie oddech, przecierając przy tym zmęczone oczy.
- Coś się stało? - zapytał.
- Nie, po prostu pomyślałam, że ci niewygodnie. Połóż się na kanapie, a ja pójdę przygotować ci kąpiel.
Skinął tylko głową na znak zgody, a ja szybko wymknęłam się spod koca i pobiegłam na górę. Bez zastanowienia otworzyłam drzwi do swojego pokoju i próbowałam posprzątać cały wczorajszy bałagan. Wszystkie żyletki przepłukałam wodą i odłożyłam na miejsce, a pościel wrzuciłam do pralki. Właśnie przygotowywałam kąpiel dla Harrego, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi łazienki. Odwróciłam się i zobaczyłam Hazzę w pomiętej koszulce i podpuchniętymi oczami.
-Przepraszam - wszeptałam.
On momentalnie podszedł do mnie i bez słowa przytulił. Przymknęłam powieki i na samą myśl o tym co mnie jeszcze czeka po moim policzku spłynęła łza. Chłopak po chwili odsunął się i spojrzał mi prosto w oczy.
- Proszę, uśmiechnij się - powiedział łapiąc moje dłonie.
Moje kąciki ust mimowolnie się uniosły, a na twarzy Harrego pojawiły się dołeczki.
- Mogę o coś zapytać? - usłyszałam jego zaspany jeszcze głos.
- Jasne.
- Opowiesz mi o co chodzi z tym facetem? - zapytał niepewnie.
- Harry... - przeciągnęłam, a w moich oczach ponownie pojawiły się łzy.
- Przepraszam, nie powinienem. Pamiętaj, że gdyby coś się działo zawsze ci pomogę - oznajmił i mnie przytulił.
- Nadal nie wiem dlaczego to robisz.
- Bo mi na tobie zależy.
- Nawet mnie nie znasz, to niemożliwe - skwitowałam.
- Wiem wystarczająco dużo, by stwierdzić, że jesteś wyjątkowa.
Moje policzki się zarumieniły, a Hazza mocniej przycisnął mnie do siebie.
- Ty weź kąpiel, a ja pójdę przygotować śniadanie - powiedziałam po chwili.
Odsunęliśmy się od siebie, obdarzyliśmy uśmiechem, a ja wyszłam z łazienki zostawiając tam Harrego. Pobiegłam do swojej łazienki odświeżyć się i zmienić strój. Kiedy byłam gotowa zeszłam do kuchni, by przygotować coś do jedzenia. Otworzyłam lodówkę, wyjęłam potrzebne składniki i zaczęłam robić kanapki. Po jakimś czasie do kuchni wparował Hazza w samym ręczniku.
- Ale jestem głodny - powiedział i przez ramię spojrzał co przyrządzam.
- Może byś się ubrał - oznajmiłam mierząc go wzrokiem.
- Mi tak wygodnie.
- Ale mnie to krępuje.
- Krępuje cię facet w ręczniku?
- Tak - odpowiedziałam krótko.
- A nagi facet też cię krępuje? - zapytał łapiąc za brzegi ręcznika wykonując przy tym ruchy striptizera.
- Nawet nie waż się tego robić, bo zacznę krzyczeć.
On tylko zaśmiał się i pocałował mnie w policzek.
- Zaraz wracam, idę się ubrać, bo kogoś tutaj krępuję - wyszeptał wprost do mojego ucha, co sprawiło, że dostałam gęsiej skórki.



____________________________________________
Wiem, że bardzooo długo niczego nie dodawałam, więc dziś kolejna częśc imagina. Zdaję sobie sprawę, że krótka. Liczę na Wasze opinie i zapraszam http://onedirection-imaginy-opowiadania.blogspot.com/ , gdzie imaginy pojawiają się wcześniej Dziękuję za odwiedziny i komentarze!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 




"Wish i knew back then what i know now,
wish i could somehow go back in time
and maybe listen to my own advice

I'd tell her to speak up, tell to shout out,
talk a bit louder, be a bit prouder, tell her
she's beautiful,wonderful, everything
she doesn't see

You gotta speak up, you gotta shout out,
and know that right here, right now, you can be
beautiful, wonderful, anything you wanna be
Little me..."




Genialna piosenka!
 

 
Słyszałam powtarzający sygnał dzwonka, pobiegłam po szlafrok zasłaniający moje uda i ponownie zeszłam na dół. Wzięłam głęboki oddech i przekręciłam zamek.
- Cześć, już myślałem, że mnie wystawiłaś – oznajmił uśmiechnięty Hazza.
- Przepraszam – powiedziałam cichutko i gestem ręki zaprosiłam go do środka.
Rozejrzał się po mieszkaniu i zajął miejsce w salonie.
- Obudziłem cię, że jesteś jeszcze w szlafroku?
- Tak… nie… znaczy, daj mi chwilę.
Pobiegłam na górę, by jeszcze raz przemyć rany i przebrać się w coś normalnego. Ciemne dżinsy, sweterek, włosy spięłam w kok, wzięłam potrzebne nam książki i jak najszybciej udałam się na dół.
- Od czego zaczynamy? – zapytałam zajmując miejsce obok chłopaka.
- Funkcje liniowe?
- Jasne.
Otworzyłam zeszyt, podałam mu długopis i wspólnie zaczęliśmy rozwiązywać zadania. Czas mijał nam szybko, a Harry okazał się dobrym uczniem.
- Nie za gorąco ci w tym sweterku, znaczy bardzo ładnie w nim wyglądasz, ale… - powoli zaczął się gubić.
- Jest ok – przerwałam mu i wróciliśmy do zajęć.
Spędziliśmy razem całe popołudnie. Nawet nie wiem, kiedy przestaliśmy się uczyć, a po prostu zaczęliśmy gadać jak starzy, dobrzy znajomi. Zbliżała się 21.00, kiedy ponownie zadzwonił dzwonek do drzwi. Wymieniliśmy z Harrym znaczące spojrzenie i powoli wstałam, by zobaczyć kto przyszedł.
- Spodziewasz się kogoś o tej porze? – zapytał.
- Nie, a rodziców też nie ma. Poczekaj, dobrze?
Skinął głową, a ja podeszłam do drzwi. Chciałam zobaczyć przez judasza kto się do mnie dobija, jednak było już zbyt ciemno. Przekręciłam zamek i zobaczyłam coś czego się nie spodziewałam, a było dla mnie jak najgorszy horror.
- Co ty tu robisz?! - wręcz krzyknęłam.
- Kochanie, nie cieszysz się?
Podszedł do mnie i przyparł mnie do ściany, trzymając jedną rękę na moich ustach. Był zdecydowanie bardziej zbudowany, a na jego twarzy i ramionach widniało o wiele więcej tatuaży.
- Cicho malutka, jeszcze nic ci nie zrobiłem. Sama jesteś? – zapytał całując przy tym moją szyję.
- Nie, nie jest sama – usłyszałam głos Harrego.
On momentalnie się odsunął i zmierzył loczka wzrokiem. Stałam jak sparaliżowana, cholernie bałam się, że może zrobić coś nie tylko mi, ale też Hazzie.
- Spotkamy się kiedy indziej, księżniczko – zaakcentował ostatnie słowo i wyszedł z domu trzaskając drzwiami.
Osunęłam się na zimną podłogę, a po moich policzkach spływały słone łzy. Harry uklęknął przy mnie i przytulił, całując przy tym czubek głowy.
- Kim on był? – zapytał cicho, delikatnie łapiąc moją drżącą dłoń.
Nic nie odpowiedziałam tylko jeszcze mocniej wtuliłam się w jego tors.
- Zaniosę cię do twojej sypialni i pójdziesz spać, dobrze?
- Nie, tylko nie tam – powiedziałam przerażona.
Zdałam sobie sprawę, że na łóżku zostały żyletki, a na kołdrze nadal są ślady krwi.
- Mam nie pytać dlaczego? – mówił cichutko, bym poczuła się bezpieczna.
Pokiwałam tylko głową, a Hazza wziął mnie na ręce i zaniósł do salonu. Położyłam głowę na poduszce, a chłopak przykrył mnie kocem, który leżał w rogu.
- Zaśniesz? – zapytał.
- Harry… boję się – wyszeptałam.
- Jestem przy tobie, spokojnie.
Usiadł na podłodze przy kanapie i wpatrywał się w moją zmęczoną postać.
- Głupio mi prosić, ale mógłbyś nikomu nie mówić o tym co się stało?
- Jasne mała. Rodzice wrócą na noc?
- Nie, wyjechali.
- Zostać? – zapytał gładząc opuszkami palców mój policzek.
- Dziękuję – powiedziałam, co było równoznaczne ze zgodą i przymknęłam powieki.
- Teraz śpij…


___________________________________________________________________________
Dziękuję za 4250 odwiedzin i każdy komentarz ♥ Mówił Wam już ktoś, że jesteście najwspanialsi? Jesteście moją największą radością teraz, kiedy jest mi bardzo ciężko. Mam wiele problemów, ale nie będę Was nimi zanudzać. Imagin krótki, jak zwykle, ale mam nadzieję, że taka długość Wam wystarcza.




Każdy komentarz to radość i wielka motywacja do dalszego pisania.
Wprowadźmy zasadę: Czytasz=Komentujesz.
 

 
Kierowałam się w stronę domu, kiedy usłyszałam swoje imię.
- [t.i]! Poczekaj!
Zobaczyłam Harrego. Który biegnie w moją stronę. Niechętnie się zatrzymałam i czekałam, aż mnie dogoni.
- Dlaczego nie chcesz mi pomóc, przecież ci zapłacę – tłumaczył.
- Harry, nie o to tu chodzi. Wcześniej mnie nie znałeś, a teram mam cię uczyć? Mogę się założyć, że wczoraj zapytałeś kogoś jak mam na imię, bo po roku chodzenia do jednej klasy głupio byłoby ci zapytać.
- Nie prawda, wiedziałem jak masz na imię – powiedział zakładając ręce na piersi.
- Brawo, powinieneś dostać nagrodę – stwierdziłam z nutką ironii w głosie i próbowałam go ominąć.
- [t.i] proszę – powiedział już znacznie łagodniej.
Zatrzymałam się, wzięłam głęboki oddech i stanęłam z nim twarzą w twarz.
- Dlaczego ci tak zależy, przecież możesz wynająć korepetytora, na pewno cię stać.
Momentalnie wlepił wzrok w ziemię i teraz to on wziął głęboki oddech.
- Nie to nie, najwyżej nie zdam – powiedział zrezygnowany.
Chciał już odejść, jednak jego ostatnie słowa sprawiły, że miałabym wyrzuty sumienia, gdybym tego nie zrobiła. Podbiegłam do niego i złapałam za dłoń.
- Kiedy i o której?
- Jutro około 12.00, mogę wpaść? – zapytał wyraźnie uradowany.
- Zgoda, uparciuchu – oznajmiłam po czym dał mi buziaka w policzek i odszedł.
Poczułam się dziwnie. Opuszkami palców dotknęłam miejsca, gdzie jeszcze prze chwilą znajdowały się jego wargi i ruszyłam przed siebie. Następnego dnia obudziłam się bardzo wcześnie, mimo tego, że właśnie zaczął się weekend. Wstałam z łóżka i zeszłam na śniadanie. Przy stole zobaczyłam tatę w garniturze pijącego poranną kawę i czytającego gazetę, a mam chodziła po domu rozmawiając z kimś przez telefon.
- Dzień dobry – powiedziałam dość zaspanym głosem.
Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi, mina mi zrzedła i niechętnie zasiadłam do stołu biorąc przy tym szklankę mleka.
- O której dziś wracacie? – zapytałam biorąc kolejny łyk.
- Nie wracamy do domu, wyjeżdżamy na tydzień – oznajmił ojciec nie odrywając wzroku od swojej lektury.
- Dobrze wiedzieć – odburknęłam.
- Mamy do załatwienia ważne interesy, musimy wyjechać w delegację – oznajmiła matka kończąc rozmowę telefoniczną.
- A ja? Mam zostać sama? Dlaczego mi nic nie powiedzieliście?
- Dasz sobie radę – usłyszałam głos taty.
- Jak zwykle…
Momentalnie wstałam od stołu i pobiegłam do pokoju trzaskając drzwiami. Wyciągnęłam zza szafy małe, czarne pudełeczko i usiadłam na łóżku. Delikatnie je otworzyłam i znalazłam potrzebną mi żyletkę. Podciągnęłam rękawy i opuszkami palców dotknęłam starych blizn. Westchnęłam i zrobiłam delikatne nacięcie. Czułam jak krew spływa po moim nadgarstku i jeszcze raz zrobiłam żyletką prostką kreskę na mojej skórze. Dokładnie obejrzałam nowe rany. Poczułam jak po policzku spływa mi łza. Nie panowałam już nad tym.
- Znowu to samo – powiedziałam cichutko.
Ścisnęłam żyletkę w dłoni i przymknęłam powieki czując przeszywający od środka ból. Położyłam głowę na poduszce i podkuliłam nogi do klatki piersiowej. Nie miałam już siły. Rozumiałam, że pieniądze są dla nich ważne, ale coraz częściej zdawałam sobie sprawę, że ważniejsze ode mnie. Otarłam dłonią mokre od łez policzku i zobaczyłam smugę krwi jaką pozostawiłam na białej pościeli. Usłyszałam samochód odjeżdżający z podjazdu, co oznaczało, że rodzice już odjechali. Bez pożegnania, normalne. Powoli wstałam z łóżka i udałam się do łazienki. Weszłam pod prysznic, czując zimne krople wody próbowałam doprowadzić się do porządku. W samej bieliźnie stanęłam przed szafą, by wybrać strój na dzisiejszy dzień, kiedy usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam „Numer nieznany”, bez zastanowienia odebrałam.
- Słucham?
- Cześć kochanie – usłyszałam męski głos.
- Kochanie? Z kim rozmawiam? – zapytałam lekko zdezorientowana.
- Nie pamiętasz mnie [t.i]?
To nie mogła być prawda. Ten sam głos, który prześladował mnie przez cztery lata powrócił. Czyli to nie koniec mojego koszmaru?
- Czego ode mnie chcesz? – powiedziałam po chwili.
- Tego co kiedyś, maleńka. Pobawimy się?
- Skąd masz mój numer? – zapytałam drżącym głosem.
- Mam swoje sposoby skarbie.
- Odpieprz się! – krzyknęłam i z impetem rzuciłam telefonem o ścianę.
Usiadłam na brzegu łóżka i schowałam twarz w dłoniach. Kolejne łzy spływały po moich policzkach. Czułam jak ten koszmar powraca. Ponownie wzięłam do ręki żyletkę i nie potrafiłam powstrzymać emocji. Bez namysłu robiłam kolejne cięcia na udach. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Przerażona, momentalnie wstałam, podbiegłam do okna i ujrzałam Harrego. W pewnym sensie mi ulżyło, jednak nie chciałam się z nim spotykać. Trudno, obiecałam.


_______________________________________
Jesteście najwspanialsi! Dziękuję za każdy komentarz, wejście i ogólnie za to, że jesteście. ♥ Kolejna część imagina (krótka, nie chciałam Was męczyć) mam nadzieję , że przypadnie Wam do gustu i będę mogła czytać jak najwięcej komentarzy.



Każdy komentarz to radość i wielka motywacja do dalszego pisania.


Wprowadźmy zasadę: Czytasz=Komentujesz.
  • awatar Sincetell: Już od dawna czytam Twoje imaginy, ale dopiero teraz mogę coś napisać. Naprawdę świetne. Będę wpadać częściej i czekam na kolejny rozdział <3 Do tego jest strasznie wciągający, ciekawa fabuła i pomysł:)
  • awatar Gość: Super rozdział kiedy następny ??? :)
  • awatar Life taught me to die ♥: A więc powrócił ... :) Doby rozdział,naprawdę :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Siedziałam, jak zwykle, w pierwszej ławce. Wszyscy mieli mnie za zagorzałego kujona, ja jednak wcale taka nie byłam. Mimo, że mnie nie znali łatwo przychodziło im wydawanie opinii na mój temat. Udawałam. Po co? Żeby nie wpieprzali się w mój świat swoich brudnych rąk. Wracałam do domu i co dzień robiłam to samo. Byłam uzależniona… Czasami żałuję, że nie był to alkohol czy fajki. Moim nałogiem były żyletki, noże i wszystkie ostre narzędzia, które znajdowałam pod ręką. Ludzie dziwili się, dlaczego zawsze noszę długie spodnie, a na rękach mam mnóstwo bransoletek. Ja po prostu nie chciałam, by ktokolwiek zauważył, że coś jest ze mną nie tak. Próbowałam przestać, jednak nic nie dawało rezultatów. Zawsze wracałam do dawnych nawyków. Rodzice nic nie wiedzieli, zawsze wmawiałam im, że mam dużo nauki, wtedy zamykałam się w pokoju i robiłam co mi się żywnie podobało. Prawdziwych przyjaciół nigdy nie miałam. Ludzie odtrącali mnie, gdy tylko widzieli moje czarne ubrania. Mimo wszystko zawsze dobrze się uczyłam. Wiedziałam, że od tego zależy moja przyszłość. Pewnie zastanawiacie się dlaczego to robiłam… Wszystko zaczęło się, kiedy miałam 8 lat, a mój tata znalazł dla mnie opiekuna, gdyż sami nie mieli czasu, by się mną zająć. Z początku go lubiłam, wydawał się miły, zaufałam mu. Jednak pewnego dnia powiedział, że pobawimy się inaczej. Pan X, bo tak go teraz nazywam zaproponował, abyśmy poszli razem na basen, który mamy w ogrodzie. Bardzo spodobał mi się ten pomysł, kiedy pobiegłam do swojego pokoju, by się przebrać, on bez pukania do niego wszedł. Byłam naga i jak każda mała dziewczynka zaczęłam piszczeć. Próbowałam się czymś zakryć, on jednak mnie uspokoił, podszedł do mnie i przytulił. Myślałam, że tak powinno być i wykonywałam jego polecenia. On poprosił mnie, bym położyła się na łóżku. Pan X zrobił to samo i opuszkami palców dotykał mojej skóry. Dokładnie przypatrywał się każdej części mojego ciała. Powiedział, że zna taką fajną zabawę, ale muszę rozłożyć nóżki. Nie chciałam tego zrobić, dlatego zaczął krzyczeć. Bałam się i wykonywałam wszystkie jego polecenia. Na koniec kazał obiecać mi, że nikomu o tym nie powiem, bo w przeciwnym razie będzie mi robił jeszcze gorsze rzeczy. Przychodził codziennie. Gwałt stał się jego rytuałem. Robił to przez kolejne 4 lata, dopóki nie się przeprowadziliśmy. Od tamtej pory nie chciałam już żadnej opiekunki czy opiekuna tłumacząc, że jestem wystarczająco duża, bym mogła zostawać sama w domu. Wtedy pierwszy raz sięgnęłam po coś ostrego. Nacięłam pierwszą, dość równą linię na swojej skórze i poczułam ulgę.
Skończyłam lekcje i chciałam iść do domu, jednak kiedy wychodziłam z klasy ktoś złapał mnie za nadgarstek. Syknęłam z bólu jaki dawał mi ucisk na nowo zrobionych cięciach i momentalnie się zatrzymałam.
- Przepraszam – usłyszałam męski głos.
Podniosłam wzrok do góry i zobaczyłam Harrego Stylesa, szkolną gwiazdę i najbardziej uwielbianego przez dziewczyny faceta w tej szkole.
- Czego chcesz? – zapytałam chcąc jak najszybciej go spławić.
- Wiesz, że jestem przewodniczącym szkoły? – zapytał z dumą.
- Szczerze mówiąc … gówno mnie to obchodzi.
- Zawsze jesteś taka niemiła?
- Tylko dla tych, których nie lubię.
- Nie lubisz mnie, serio? – zapytał z niedowierzaniem.
Najwyraźniej zburzałam jego światopogląd tym, że na niego nie lecę.
- To, że jesteś przystojny nie oznacza, że muszę za tobą biegać jak reszta tych idiotek – skwitowałam.
- Czyli jednak ci się podobam…
- Do rzeczy człowieku. O co chodzi? – mówiłam już lekko zniecierpliwiona.
- Powiem wprost potrzebuję korków z matmy, a ty chyba jesteś najlepsza z klasy.
- Sory, ale ci nie pomogę – powiedziałam i zaczęłam się oddalać.
- Dlaczego?
- Bo cię nie lubię – oznajmiłam z szyderczym uśmieszkiem już trochę głośniej, by mógł mnie usłyszeć.



__________________________
Obiecany imagin z Harrym.

Dziękuję za każdy komentarz i wejście ♥
Mam nadzieję, że się spodoba, jest to krótka część. Chciałam zrobić takie wprowadzenie. Komentujcie! Jeszcze raz dziękuję.

Każdy komentarz to radość i wielka motywacja do dalszego pisania.

Wprowadźmy zasadę: Czytasz=Komentujesz.
  • awatar Patitofeo004: Czekam na koleiną część nie mogę się już doczekać.Kocham twoje imaginy czytałam je regularnie ale od kilku dni nie było mnie na blogu dla tego nie mogłam komentować :( ale teraz już mogę i będę codziennie :)
  • awatar Life taught me to die ♥: Rozpisałam się troszkę ... Ale dodam jeszcze ,że mogłoby z tego powstań naprawdę niezłe opowiadanie ( takie dłuższe trochę ) ,jeśli chciałabyś jakieś pomysły to napisz , postaram się pomóc ;) Pozdrawiam ;*
  • awatar Life taught me to die ♥: Świetne . Z niecierpliwością czekam na kolejną część ,jeśli oczywiście postanowisz ją napisać . Podoba mi się twoja odwaga. Piszesz tutaj o gwałcie i samookaleczaniu się. To nie są zabawne tematy. Dużo osób cierpi z tych powodów. Dziewczyna była gwałcona od najmłodszych lat ,można ją zrozumieć ,bo takie wspomnienia zostają na zawsze w nas i naszej pamięci. Cięcie się też nie jest proste. I prawda , ono bardzo wciąga. Po pewnym czasie chcesz nim rozwiązywać każde problemy.. A nie jest wyjście z sytuacji... Czytałam imagin i rozumiem bohaterkę . Sama już od kilu miesięcy staram się 'walczyć' z samookaleczaniem ,ale nigdy to nie wychodzi. Mam nadzieję ,że jej się chociaż uda :) Mimo iż nigdy nie miałam żadnych sytuacji z gwałtem ,miałam ogromne problemy z ojcem i nigdy nikomu nie mogłam nic powiedzieć i przyznam szczerze ,to jest uczucie które dręczy mnie non stop.. Mam nadzieję ,że Harrry pomoże jej przestać się ciąć i opowiadanie zakończy się w jakiejś części happy enem :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
- Dan, błagam. Ja nie chcę! – prosiłam swojego kuzyna.
- Młoda, nie przesadzaj, to tylko jeden występ.
Gitarzysta najsławniejszego zespołu na świecie to mój kuzyn, najlepszy przyjaciel i przy okazji największy idiota na świecie. Od kilku dni próbuje namówić mnie, żebym zaśpiewała na konkursie muzycznym w Londynie. Jutro są castingi, by przejść do etapu dla widzów, ale ja nie mam ochoty tam iść.
- Masz głos, musisz to w jakiś sposób to wykorzystać, [t.i] proszę. Tylko ten jeden raz.
- Ale jak się upokorzę to cię chyba zabiję – powiedziałam złowrogo na niego patrząc.
Chłopak klasnął w ręce i mnie przytulił. Gdy byliśmy mali wraz z moją mamą i tatą Dana urządzaliśmy wieczorki muzyczne w domu. Mieszkamy na przedmieściach Londynu, chociaż mój tata pochodzi z Polski. Bardzo się ucieszyłam, kiedy dowiedziałam się, że mój kuzyn dostał tak ogromną szansę występować na scenie. Nie miałam jednak przyjemności jeszcze poznać jego całego zespołu. Często wyjeżdżali co utrudniało mi też kontakty z Danem, ale od zawsze świetnie się dogadywaliśmy i znajdywaliśmy dla siebie czas.
***
- Denerwuję się – oznajmiłam chłopaka, który wciąż trzymał mnie za drżącą dłoń.
- Spokojnie, jeszcze chwila.
- Obiecujesz, że nikt się nie dowie, jeżeli nie przejdę? – zapytałam z nadzieją.
- Obiecuję.
Jeszcze raz poprawiłam swoją spódniczkę i weszłam do środka. Zobaczyłam niewielkie pomieszczenie, w którym znajdowało się jury zasiadające za wielkim stołem i wielkie pianino. Ich twarze były uśmiechnięte, a przed nimi leżały stosy kartek.
- [t.i] [t.n] , tak?
- Tak – odpowiedziałam wymuszając uśmiech.
- Co nam pani dziś przedstawi? – zapytała starsza pani w dużych okularach.
- Zaśpiewam piosenkę „Another Love” - Tom Odell.
- Podkład czy własny akompaniament?
- Sama zagram na pianinie.
Pokiwała na głową na znak zrozumienia i zaprosiła do pianina. Usiadłam na czarnym stołku, wzięłam głęboki wdech i przyłożyłam palce do klawiszy. Uśmiechnęłam się sama do siebie i zagrałam pierwsze nuty. Zamknęłam oczy i popłynęłam. Byłam w swoim żywiole. Muzyka to moje życie. Kolejne słowa, a ja czułam jak emocje poruszają moimi palcami. Skończyłam. Delikatnie otworzyłam powieki i stanęłam na poprzednim miejscu.
- Dziękujemy bardzo, jutro zostaną ogłoszone wyniki. Proszę się jednak nie martwić – zapewnił jeden z jurorów.
Podziękowałam i wyszłam z pomieszczenia.
- I jak? No mów – usłyszałam głos Dana.
- Chyba nie tak źle.
- Nie tak źle, to znaczy? Pomyliłaś tekst, zjechałaś z tonacją, wszystko ok? No mów.
- Ej spokojnie, przeżywasz jak mrówka okres. Jutro są wyniki, ale było ok.
- Przynajmniej tyle, sierotko – oznajmił z uśmiechem.
- Ejj…
Dałam mu kuksańca w bok i jak zwykle zaczęliśmy swoje wygłupy.
***
- Ja tam nie idę, jak chcesz to sam idź – marudziłam, kiedy poinformowano mnie, że po wyniki muszę ponownie udać się do studia.
- Mała, jak ty mnie wkurzasz – powiedział Dan.
- Dobra, ale ostatni raz tam idę.
Poszłam do łazienki się przebrać, przeczesałam włosy i byłam gotowa do wyjścia.
- To ruszysz tą swoją wielmożną dupę i mnie podwieziesz? - zapytałam.
- Już idę, marudo.
Jeszcze chwilę się posprzeczaliśmy, co jak zwykle zakończyło się nieopanowanym wybuchem śmiechu i wsiedliśmy do samochodu.
- Nie przejdę, czuję to – powiedziałam, kiedy byliśmy już w drodze.
- Mówiłem ci już, że masz za małą wiarę w siebie?
- Nie – oznajmiłam z lekkim uśmiechem.
- Więc właśnie ci to mówię.
Dojechaliśmy na miejsce i zobaczyliśmy przed wejściem masę ludzi.
- Co oni tutaj kasę rozdają? - usłyszałam Dana, na co lekko się zaśmiałam.
- Może my też coś dostaniemy, chodź.
Złapałam kuzyna za rękę i po chwili staliśmy w długiej kolejce. Jak okazało się wszyscy chcieliśmy dowiedzieć się, czy dostaliśmy się do konkursu live. Czas się dłużył, a my rozmawialiśmy i śmieliśmy z byle powodu. Z pomieszczenia, gdzie ogłaszano wyniki wyszedł nagle wysoki mulat. Wyglądał genialnie. Dżinsowa kurtka, biała koszulka.
- Zayn! – usłyszałam krzyk Dana.
- Serio? Wprost do ucha? – zapytałam łapiąc się za nie.
Mulat uśmiechnął się i podszedł w naszą stronę.
- Co ty tu robisz?
- Kazali mi przyjechać, podpisać jakieś papiery. Może nas przedstawisz? – zapytał przystojniak zerkając na mnie.
- [t.i] moja kuzynka, a to jest Zayn, kumpel z zespołu.
- Cześć – powiedzieliśmy niemal równocześnie i podaliśmy sobie dłonie.
- A wy co tu robicie? – zapytał Zayn.
Dan spojrzał na mnie pytająco, a ja tylko spuściłam głowę do dołu.
- Przyjechaliśmy po wyniki z konkursu – oznajmiłam.
- Konkursu? Dan, talent wokalny w sobie odkryłeś? – zażartował.
- Nie, w [t.i]. Kiedyś jej posłuchasz to zobaczysz.
- Mam nadzieję – powiedział uroczo.
Jeszcze chwilę porozmawialiśmy, a nasz nowy przyjaciel musiał już iść. Nadeszła moja kolej. Delikatnie złapałam klamkę i pociągnąłem drzwi. Za biurkiem siedziały dwie kobiety, które uśmiechnęły się na mój widok.
- Imię i nazwisko, poproszę – powiedziała jedna z nich.
- [t.i][t.n].
- Proszę chwileczkę poczekać.
Wzięła telefon do ręki, wykręciła numer i po chwili zaczęła z kimś rozmowę. Po niecałych 5 minutach do pokoju wszedł mężczyzna w średnim wieku. Podał mi rękę, podając swoje nazwisko, które za wiele mi nie mówiło i poprosił, bym weszła z nim do gabinetu obok.
- Mam dla pani propozycję, jednak musi pani jeszcze raz zaprezentować nam swoje umiejętności – oznajmił mężczyzna.
- A mogę wiedzieć o co chodzi? – zapytałam zdziwiona.
- Za tydzień odbywa się impreza na arenie O2, chcielibyśmy, by pani się na niej zaprezentowała.
- Mówi pan poważnie?
- Tak, jednak jest to koncert charytatywny, nie otrzyma pani wynagrodzenia.
- To nie chodzi o pieniądze, po prostu jestem w szoku, że zaproponowaliście to właśnie mi.
- Proszę zjawić się jutro o godzinie 160 właśnie w studio, pokażemy panią szerszej publiczności.
Mężczyzna wytłumaczył mi, że muszę jeszcze raz zaprezentować się przed organizatorami, gdyż słyszeli mnie tylko na nagraniu castingowym. Podziękowałam wszystkim i wyszłam z gabinetu z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Co jest młoda? – zapytał Dan.
- Oni zaproponowali mi występ na tym koncercie charytatywnym, gdzie ty też występujesz z zespołem – powiedziałam zszokowana.
- Na Red Nose Day?
- Tak.
Dan nagle zaczął się wydzierać, podniósł mnie i wyściskał.
- Wiesz jakie to jest ważne miejsce dla takich gwiazd, oni nie dają występować tam byle komu.
- Jutro jeszcze raz mam zaśpiewać – oznajmiłam.
***
- Jest pani gotowa?
- Tak – odpowiedziałam drżącym głosem.
Jeszcze raz rozejrzałam się po sali, gdzie znajdowało się kilka muzycznych gwiazd i speców w tej dziedzinie. Wzięłam głęboki oddech, a po chwili usłyszałam melodię i delikatnie przymknęłam powieki.
Usłyszałam brawa i wielki hałas.
- To było niesamowite, proszę za mną podpiszemy umowę – usłyszałam od starszego mężczyzny.
Wszystko przebiegło bez największych problemów. Usiadłam na jednym z krzesełek na widowni i czekałam, aż rozpoczniemy wraz z innymi próbę. Na scenie występowały gwiazdy z pierwszych stron gazet, widziałam Dana, który również przygotowuje się do próby wraz z kilkoma chłopakami z zespołu, a ja czułam się tam maleńka. Poczułam jak ktoś zajmuje miejsce obok mnie.
- Co taka zamyślona? – usłyszałam.
Odwróciłam się i zobaczyłam Zayna. Wyglądał jak zwykle świetnie.
- Co ty tutaj robisz? Dlaczego nie jesteś z chłopakami?– zapytałam.
- Z nimi już dzisiaj grałem. Mam zaśpiewać z jakimś nowym wokalnym talentem, podobno dziewczyna ma niesamowity głos.
- A zespół? Nie mieli nic przeciwko?
- Nie, to wszystko robimy dla dzieciaków. Próbujemy im pomóc za wszelką cenę. A ty co tutaj robisz?
- Śpiewam – oznajmiłam krótko.
Po chwili rozmowy, zawołano chłopaka na scenę. Uśmiechnęłam się do niego, ale widok zastawiła mi jakaś kobieta.
- Pani również na scenę, zaśpiewa pani duet z Zayn’em Malikiem.
Otworzyłam szerzej oczy i myślałam, że sobie żartuje. Podniosłam się z wygodnego fotela i szybkim krokiem podążałam w stronę sceny.
- Czyli to ty masz ten niesamowity głos? – zapytał mulat z łobuzerskim uśmieszkiem.
Poczułam jak na moje policzki wkrada się rumieniec. Nie zdążyłam jednak nic odpowiedzieć, bo podstawiono nam tekst piosenki , którą mamy wspólnie wykonać. Chwilę się z nim zapoznaliśmy, jednak ja nie miałam z tym problemu, była to jedna z moich ulubionych piosenek. Cały zespół zasiadł do instrumentów, a my dostaliśmy do rąk mikrofony. Zabrzmiała muzyka i
popłynęliśmy jej rytmem tworząc przy tym wspaniałą balladę. Czułam na sobie wzrok Zayn’a, nie przeszkadzało mi to jednak. Próba skończyła się szybko i powoli zbierałam się do wyjścia, kiedy poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu.
- Teraz to oficjalnie stwierdzam, że masz zajebisty głos – usłyszałam głos Malika.
- Dziękuję.
- To może uczcimy to, że razem śpiewamy i pójdziemy na kawę?
- Ale teraz? – zapytałam zaskoczona.
- Jeśli masz czas…
Zgodziłam się, a po chwili staliśmy już przed kawiarnią.
- Zapraszam - usłyszałam jego zachrypnięty głos.
Gestem ręki zaprosił mnie do środka, wybraliśmy stolik przy oknie i oboje spojrzeliśmy w kartę.
- Cappucino? - zaproponował.
- Jasne.
Na początku rozmowa się nie kleiła, jednak kiedy zeszliśmy na temat muzyki okazało się, że mamy podobne gusta. To ona była głównym tematem tego wieczoru. Tak, wieczoru. Spędziliśmy w tej kawiarni chyba z cztery godziny. To były niesamowite cztery godziny. Śmieliśmy się, przeżywaliśmy wspólnie każdy teledysk, który oboje znaliśmy. To niesamowite jak bardzo muzyka może łączyć dwoje ludzi. Na dworze zapanowała ciemność, a ja mimo wszystko nie chciałam wracać do domu.
- Może spacer? - usłyszałam tuż nad swoim uchem, kiedy wychodziliśmy z budynku.
Bez zastanowienia się zgodziłam. Szliśmy rozmawiając o naszym życiu, wspomnieniach, rodzinie, zainteresowaniach i przyjaciołach. Czułam wzrok Zayna, który penetrował każdą część mojego ciała. Schlebiało mi to, jednak czułam się dziwnie. Przez przypadek musnęłam jego rękę, a on momentalne zatrzymał się.
- Mogę? - zapytał kierując wzrok na nasze splecione dłonie.
Z początku nie zrozumiałam o co mu chodzi, jednak kiwnęłam głową na znak zgody. Chłopak wziął moją dłoń, przyłożył do swojego policzka i delikatnie ją pocałował. Spojrzałam na jego twarz. On zrobił to samo, więc spuściłam wzrok, a moje policzki nabrały rumieńców.
- Pięknie wyglądasz- wyszeptał i przełożył kosmyk moich włosów za ucho.
Czułam jego ciepły oddech na szyi, który przyprawiał mnie o dreszcze. W tym momencie to on kontrolował moim ciałem. Zayn przybliżył się do mnie i poczułam jego wilgotne wargi na moim policzku.
- Powinnam już wracać, jest już dosyć późno - powiedziałam cichutko.
- Odprowadzę cię.
Przytulił mnie i ponownie splótł nasz dłonie. Zatrzymaliśmy się przed bramą mojego domu, jednak ja nie chciałam zostawiać go tutaj samego. Stanęliśmy na przeciwko siebie wciąż patrząc sobie w oczy.
- Może wejdziesz? - zaproponowałam.
- Nie, kochanie, jest już bardzo późno. Spotkamy się jutro?
Na jego słowa momentalnie się uśmiechnęłam.
- Jeśli chcesz.
- Bardzo tego chcę.
- Zdzwonimy się, ok?
- Jasne, napisz, jak tylko będziesz kładła się spać, dobrze?
Pokiwałam tylko głową i wtuliłam się w tors chłopaka. Czułam jego ręce na swoich biodrach. Pocałował mnie w czoło, a ja pragnęłam, żeby został ze mną na zawsze. Dotarło do mnie, że ten chłopak znalazł drogę do mojego serca.
- Zmykaj, mała, bo zmarzniesz - powiedział troskliwie.
- To dobranoc Zayn - oznajmiłam i dałam mu buziaka w policzek.
- Dobranoc, kochanie.
Otworzyłam drzwi wejściowe i cichutko próbowałam dostać się do swojego pokoju. Zdjęłam tylko buty i położyłam się na łóżku. Zapaliłam lampkę nocną, wzięłam jeszcze koszulkę do spania i udałam się do łazienki. Weszłam pod prysznic i z uśmiechem na twarzy włączyłam zimną wodę, która dokładnie przemyła moje zmęczone ciało. Wróciłam do sypialni, wzięłam do ręki telefon i otworzyłam wiadomości.

"Dziękuję za wspaniały wieczór. Jeszcze raz dobranoc Zayn. [t.i] xoxo"

Nacisnęłam przycisk wyślij i zamknęłam powieki. Po chwili usłyszałam jednak dzwonek wiadomości.

"Ja również dziękuję, mam nadzieję, że to powtórzymy. Dobranoc, kochanie xoxo"

Uśmiechnęłam się sama do siebie. Nie wiem czy to dlatego, że się odezwał czy dlatego, że w ten sposób do mnie mówił, ale podobało mi się. Położyłam telefon na szafkę nocną i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Obudził mnie dźwięk wiadomości. Przetarłam jeszcze dość zmęczone oczy i delikatnie uchyliłam powieki, by zobaczyć kto się do mnie dobija z samego rana. Wzięłam telefon do ręki i przeczytałam Zayn ♥. Uśmiechnęłam się na samą myśl o nadawcy i szybko nacisnęłam przycisk odczytujący sms.

,,Cześć skarbie. Wyspałaś się? Mam nadzieję, że Cię nie obudziłem. O której się spotkamy? Już nie mogę się doczekać. ;*"

Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Nigdy nie przeżywałam czegoś takiego jak w tamtej chwili, nie znałam odwzajemnionej miłości. Ale o czym ja mówię? Miłości? Może on tak nazywa każdą przyjaciółkę, a ja zachwycam się durnym sms'
em. Postanowiłam jednak szybko odpisać, bo stęskniłam się za tym chłopakiem.

,,Hej. Niestety zmartwię Cię, bo Twój sms mnie obudził, ale podobają mi się takie powitania. Ja mam dziś wolne, więc decyduj gdzie i o której. "

Długo nie musiałam czekać na odpowiedź. Umówiliśmy się za godzinę w skateparku. Nie wiedziałam co planuje, ale za to wiedziałam, że muszę zrobić się na bóstwo. Szybko wyskoczyłam z łóżka i z ubraniami w ręku ruszyłam do łazienki. Uspokajający prysznic, lekki makijaż, fryzura, strój i po trzydziestu minutach byłam gotowa. Wzięłam do ręki telefon, pożegnałam się z rodzicami i wolnym krokiem ruszyłam w stronę umówionego miejsca. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za biodra, a po chwili byłam już w górze.
- Stęskniłem się - usłyszałam głos Zayna, który trzymał moje drobne ciało w rękach.
- Ja też - powiedziałam, kiedy mnie postawił i dałam mu buziaka w policzek.
- Umiesz jeździć na desce, ślicznotko?
Pokiwałam przecząco głową na co on tylko się uśmiechnął.
- No to dziś masz pierwszą lekcję.
Złapał moją dłoń i weszliśmy do parku, gdzie stało wiele ramp i innych specjalistycznych rzeczy, po których bez problemu poruszali się tutejsi bywalcy.
- To jest deska - oznajmił wskazując przedmiot.
- No serio? W życiu bym się nie domyśliła - powiedziałam na co on się zaśmiał.
- No co zaczynamy od samego początku, kotku. Wskakuj.
- Co?! Nie, może lepiej nie.
- No wskakuj.
Trzymając się ramion Zayna niepewnie ustałam na deskorolce. Powoli i konkretnie instruował mnie co miałam robić, jednak mój strach wygrywał.
- Nie, ja nie dam rady - powiedziałam załamana.
- Poczekaj.
Pobiegł gdzieś, a po chwili przyszedł z jeszcze większą deską.
- Ty chyba żartujesz.
- Nie, chodź.
Złapał mnie za dłoń i ustawił tyłem do siebie. Razem weszliśmy na deskorolkę. Zayn mocno trzymał mnie za biodra i wykonywał całą pracę. Po paru chwilach razem jechaliśmy w nieznanym nam kierunku. Próbował mnie jeszcze namówić, jednak bez niego nie chciałam już nawet startować. Minęło kilka godzin, a ja bawiłam się z nim świetnie. Usiadam zmęczona na ławce, chłopak poszedł po dwie butelki i po chwili zajął miejsce obok mnie.
- Przyjdziemy tutaj jeszcze raz, a wtedy obiecuję, że będziesz już jeździć na deskorolce - powiedział.
- Jeżeli będziesz przy mnie to spróbuję.
Poczułam jak jego dłoń delikatnie muska moje palce.
- Mogę cię o coś zapytać? - usłyszałam.
- Jasne - powiedziałam bez zastanowienia, a po chwili poczułam jego ciepłe wargi na moich ustach.
Wtopiłam palce w jego włosy i pogłębiłam pocałunek. Znałam go krótko, ale czułam jak bardzo mi na nim zależy. Niechętnie oderwaliśmy się od siebie, a ja momentalnie wlepiłam wzrok w czubki swoich butów.
- Spójrz na mnie, kochanie - powiedział melodyjnym głosem i uniósł mój podbródek - Chciałem zapytać, czy zgodziłabyś się zostać moją dziewczyną.
Podniosłam wzrok, delikatnie się uśmiechnęłam i ponownie złączyłam nasze usta w pocałunku.


Koncert wypadł wspaniale, pomagaliśmy dzieciakom wspólnie jeszcze nie raz. Moja kariera wokalistki na razie może poczekać. Teraz mam ważniejsze sprawy na głowie, muszę zadbać o nasze dziecko. Jestem w siódmym miesiącu ciąży. Ten chłopak, którego poznałam przez przypadek okazał się wspaniałym mężem. Nawet nauczył mnie jeździć na deskorolce.

____________________________________________________________________
♥ Dziękuję za każdy komentarz. Jesteście wspaniali! Wiem, że miał być kolejny imagin po 7, jednak ja kocham je pisać i ciężko mi przerwać. Dziś Zayn, jednak zaczęłam pisać partowca z Harrym. Mam nadzieję, że się spodoba. Jeszcze raz dziękuję i zapraszam do dalszego czytania i komentowania ♥
  • awatar Life taught me to die ♥: Cieszę się ,że nie skończyłaś pisać . Chociaż muszę przyznać ,że miałam jakieś iskierki nadziei ,że tak będzie ;) Świetny ,długi imagin ^^ Czekam na Harrgo ;) Weny życzę xxx
  • awatar takeme.♥: awwwwwww,super jest ten imagin! <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Mocno ściskałem jej dłoń. Bałem się, cholernie się bałem. Poczułem jak po moim policzku spływa łza. Słyszałem tylko dźwięki maszyn, które utrzymywały ją przy życiu. Wyglądała niewinnie, tak bardzo ją kocham.
- Wszystko będzie dobrze – mówiłem sam do siebie.
Wypadek… Jak mogłem pozwolić jej, by jechała do pracy w taką pogodę. Deszcz padał niemiłosiernie, a ona musiała jechać na umówione spotkanie. Słaba widoczność, zbyt duża prędkość i nadjeżdżający z naprzeciwka tir. To cud, że nie zginęła na miejscu. Moje oczy były podkrążone, a twarz blada. Minęły trzy dni, a ja nie odstąpiłem jej na krok. Poczułem na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Nie miałem jednak ochoty się odwracać i nawet zerknąć na mojego towarzysza, [t.i] była zdecydowanie ważniejsza.
- Kochanie, wracaj do domu – usłyszałem szept mamy mojej ukochanej.
- Nie zostawię jej samej – odpowiedziałem stanowczo i pocałowałem jej bladą dłoń.
- Ona jest w śpiączce, ma tutaj profesjonalną opiekę, a ty potrzebujesz odpoczynku.
- W każdej chwili może się obudzić, chcę być przy niej.
- Liam, [t.i] na pewno chciałaby, żebyś wrócił do domu i odpoczął. Jutro znów ją odwiedzić.
- Zostanie z nią pani, dopóki tutaj nie wrócę?
- Oczywiście, kochanie – powiedziała i mnie przytuliła – taksówka czeka przed szpitalem.
Pożegnałem się z mamą [t.i], pocałowałem mojego aniołka w policzek i postanowiłem się trochę ogarnąć. Wróciłem do domu i wszedłem do kuchni po coś do jedzenia. Stał tam jeszcze kubek, z którego ostatnio piła [t.i]. Wziąłem go do ręki, a po moim policzku spłynęła łza.
- Wyjdziesz z tego, kochanie – powiedziałem pod nosem i szybkim krokiem ruszyłem do łazienki.
Bez namysłu wziąłem prysznic i wróciłem do naszej sypialni. Położyłem głowę na jej ulubionej poduszce, zaciągnąłem się jej zapachem i zasnąłem. Obudziły mnie jakieś hałasy dobiegające z kuchni. W pełni sił wstałem i poszedłem zobaczyć co się tam dzieje. Moim oczom ukazała się moja rodzicielka przyrządzająca śniadanie.
- Mamo? Jak ty się tu dostałaś? – zapytałem zaspanym głosem.
- Mam klucz na czarną godzinę, pamiętasz? Przygotowałam ci coś do jedzenia.
- Dziękuję – powiedziałem krótko i zasiadłem do stołu.
Zjadłem wszystko co mi podała i pobiegłem na górę się przebrać.
- A ty gdzie? – usłyszałem głos mamy, kiedy wychodziłem z domu.
- Do [t.i], pa - złapałem jeszcze kluczyki od samochodu, a po chwili byłem już w drodze.
Kupiłem jej jeszcze małego misia, by było jej weselej, kiedy się obudzi. Wszedłem na salę, gdzie leżała moja ukochana. Pocałowałem ją w czoło, pluszaka położyłem na stoliku obok i delikatnie złapałem jej dłoń. Tak mijały kolejne tygodnie. Wizyta u [t.i], sen i śniadanie. Codziennie kupowałem jej nowego misia. Nadszedł 25 września- nasza rocznica. Kupiłem bukiet czerwonych róż, założyłem elegancką koszulę i jak co dzień udałem się do szpitala. Znałem już tutaj każdego, w końcu od wypadku minęło już pół roku. Usiadłem jak zwykle na swoim miejscu i ująłem jej dłoń. Na salę weszła młoda pielęgniarka.
- Niech pan z nią porozmawia, na pewno usłyszy – powiedziała.
Uśmiechnęła się tylko. Dokładnie sprawdziła, czy wszystko w porządku i ponownie zostawiła nas samych. Z początku jej pomysł wydawał mi się niedorzeczny, jednak zmieniłem zdanie i postanowiłem spróbować.
- Kochanie, jeżeli teraz mnie słyszysz to chciałbym ci powiedzieć, że cholernie za tobą tęsknię – oznajmiłem, a po moim policzku spłynęła łza – tak bardzo chciałbym, abyś się obudziła. Dziś mijają trzy lata od kiedy jesteśmy razem. Pamiętaj, że kocham cię nad życie i nigdy nie opuszczę. Teraz moim największym marzeniem jest to, byś była zdrowa, z resztą sobie poradzimy. Obiecuję, że kiedyś będę wspaniałym mężem i ojcem naszych dzieci. Kocham cię najbardziej na świecie.
Zamknąłem powieki i pozwoliłem spokojnie spłynąć kolejnym łzom. Nagle poczułem jak jej dłoń się zaciska. Podniosłem wzrok i z niedowierzaniem patrzyłem na to, co się dzieje. Nie ruszając się z miejsca zawołałem lekarza. On tylko podszedł do nas i się uśmiechnął.
- Wybudza się, spokojnie. Za jakąś godzinę ją zbadamy. Teraz będzie już tylko lepiej – zapewnił i wyszedł.
Z niecierpliwością czekałem, aż otworzy oczy, bym ponownie mógł zatracić się w jej spojrzeniu. Wszystko działo się bardzo powoli, ktoś ciągle wchodził i wychodził, sprawdzając czy wszystko z nią w porządku. Wciąż trzymałem jej dłoń i delikatnie gładziłem skórę. Zamknąłem oczy, by spokojnie poczekać na ruch ukochanej.
- Liam? – usłyszałem jej anielski głos.
Momentalnie oprzytomniałem i spojrzałem w jej cudowne oczy.
- Tak, to ja kochanie. Spokojnie.
- Mogę ci coś powiedzieć? – zapytała cichutko.
- Tak, mów.
- Obiecuję, że będę najlepszą żoną i matką naszych dzieci. Kocham cię – powiedziała, a ja delikatnie musnąłem jej usta.


__________________________________________________________________________
Robimy eksperyment! Jeżeli znajdę pod tym imaginem 7 komentarzy będzie mogli czytać kolejne ( w kom od razu możecie pisać z kim chcecie ), jeżeli jednak nie, zawieszę bloga. Zerknę jednak też na licznik. W tym momencie wskazuje 4058/201 dni/ Wstawię ten imagin również na mojego drugiego bloga i zobaczymy co się stanie.

PS. To nie jest żaden szantaż po prostu jestem ciekawa ile Was tutaj jest i czy warto.
  • awatar Gość: Super !
  • awatar Gość: Awwwww
  • awatar look.at.me: @Life taught me to die ♥: Wiem, że 7 komentarzy w mojej sytuacji to dużo, ale chciałam podnieść poprzeczkę. Zobaczymy jak wyjdzie. Nie chcę zawieszać bloga, bo pisanie sprawia mi przyjemność. Dlatego liczę na komentarze i dziękuję za szczerą opinię ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Zastanawiam się czy nie powrócić z imaginami na tego bloga ze względu na małą liczbę komentarzy na tamtym blogu. http://onedirection-imaginy-opowiadania.blogspot.com/
__________________________

Na początek imagin z Niallem.



- Mamo, boję się - oznajmiłam rodzicielce siedząc w samochodzie przed wielkim szarym budynkiem.
- Dasz radę, na pewno cię polubią - dała mi buziaka w policzek i wyszłam z auta.
Moje serce biło jak oszalałe. Pierwszy dzień w nowej szkole, klasie, mieście. Nikogo tam nie znałam. Podeszłam do wielkich, szklanych i drzwi i pociągnęłam za klamkę. Ujrzałam mnóstwo elegancko ubranych ludzi rozmawiających w grupkach. Początek roku jak wszędzie, ale nie dla mnie. Zobaczyłam jeden wolny parapet, podeszłam do niego, lekko podskoczyłam, a po chwili siedziałam już na miejscu. Po chwili usłyszałam dzwonek, który informował uczniów, by weszli na salę gimnastyczną, gdzie odbywała się uroczystość. Wolnym krokiem zmierzałam za wszystkimi, kiedy poczułam jak ktoś łapie mnie w tali i podnosi do góry. Przestraszyłam się, ktoś zastawił mi dłonią usta i wciągnął do męskiej toalety, gdzie można było poczuć tylko zapach papierosów. Próbowałam się wyrwać, jednak nic mi to nie dało. Wepchnęli mnie do jednej z kabin, a jakiś chłopak wszedł razem ze mną.
- Nowa tu jesteś? - zapytał przejeżdżając palcami po moim policzku.
Pokiwałam tylko głową i poczułam jak do moich oczu zbierają się łzy. Cholernie się bałam.
- Odpowiedz - zażądał i uderzył mnie w twarz.
- Tak - pisnęłam cicho opierając się plecami o ścianę.
Chłopak był wysoki, na jego ciele widniały tatuaże, a jego oko było już podbite. Nie wyglądał na porządnego ucznia tego gimnazjum. Zbliżał się do mnie na niebezpieczną odległość i polizał w policzek.
- Ładna jesteś - zamruczał, wkładając jedną rękę pod moją bluzkę.
- Zostaw mnie! - krzyknęłam.
- Bo co mi zrobisz?
W tym momencie poczułam, że jestem bezradna spróbowałam jednak swoich sił. Kopnęłam go w krocze, on tylko lekko się schylił i jeszcze raz uderzył mnie w twarz.
- Pożałujesz tego dziwko.
Nagle usłyszeliśmy jak ktoś wchodzi do łazienki. Chłopak zasłonił mi ręką usta, a ja czułam, że to jest moja jedyna szansa. Ugryzłam go w rękę i zaczęłam krzyczeć. Drzwi od kabiny nagle się otworzyły i zobaczyłam przystojnego blondyna, który momentalnie pociągnął chłopaka za koszulkę i rzucił na ziemię.
- Uciekaj - usłyszałam jego głos.
- A ty?
- Dam sobie rade, no idź! - krzyknął, a po chwili słyszałam już tylko jeden wielki gwar na szkolnym korytarzu.
Nie wiedziałam jak zareagować, nikogo tutaj nie znałam. Podeszłam do jednego mężczyzny w garniturze w średnim wieku.
- Musi mi pan pomóc, proszę - powiedziałam łkającym głosem.
- Co się stało? - zapytał przerażony, kiedy zobaczył moją twarz i podartą sukienkę.
- W męskiej łazience... oni się tam biją - ledwo wydusiłam.
Mężczyzna od razu pobiegł na miejsce, biorąc po drodze kilku chłopaków. Zrobiło się zamieszanie, ja jednak na nic nie reagowałam. Oparłam się o ścianę i zjechałam po niej siadając na podłodze. Podkuliłam nogi i zaczęłam cicho szlochać. Jakaś pani podeszła do mnie i coś mówiła, jednak ja wciąż w głowie miałam tego chłopaka. Po chwili do szkoły wtargnęła policja, momentalnie wstałam i chciałam dostać się do łazienki, by nic nie zrobili chłopakowi, który się za mną wstawił.
- Nie możesz tam wejść - powiedział funkcjonariusz.
- Ale ja muszę, ten jeden chłopak mnie uratował. Nie możecie mu nic zrobić! - krzyknęłam.
- Spokojnie, wszystko się wyjaśni.
Nagle z łazienki wyszli funkcjonariusze i dwóch chłopaków w kajdankach. Od razu do nich podbiegłam i próbowałam cokolwiek wyjaśnić. Jednak nikt nie zwracał na mnie uwagi.
- Może ktoś mnie w końcu wysłuchać! - krzyknęłam i zapanowała cisza - Ten chłopak nic nie zrobił, on mi tylko pomógł - powiedziałam już spokojnie wskazując na blondyna.
Na szczęście jemu się nic nie stało, to mój oprawca był bardziej poobijany.
- Musisz jechać z nami na komendę - wytłumaczył jeden z policjantów.
Pokiwałam tylko głową, a po chwili byłam w jednym z radiowozów. Próbowali mnie uspokoić, jednak ja wciąż płakałam zastanawiając się co teraz. Dojechaliśmy na miejsce, weszliśmy do jednego z gabinetów, gdzie wezwali moich rodziców i zaczęto przesłuchania.
- Wiesz, że musisz mówić wszystko zgodnie z prawdą? - zapytał mnie funkcjonariusz tak, jakbym była małym dzieckiem.
- Nie jestem głupia, wiem takie rzeczy.
Opowiedziałam mu wszystko, po czym stwierdził, że Niall Horan, jak się okazało mój wybawiciel zostanie wypuszczony, zaś ten drugi chłopak trafi do poprawczaka. Po około godzinie przyjechali moi rodzice, wszystko im wyjaśniłam, a oni tylko mnie przytulili i o więcej nie pytali.
- Mamo, mogłabyś załatwić mi, bym mogła porozmawiać z tym chłopakiem, który mi pomógł?
- Jasne, kochanie.
Rodzicielka weszła do jednego z pokoi, a po chwili wyszła z niego wraz z blondynem.
- Chciałaś pogadać... - zaczął.
- Jasne, ale moglibyśmy nie tutaj? - zapytałam.
- Ok, tutaj niedaleko jest knajpka.
Szliśmy w ciszy, a po chwili staliśmy przed drzwiami budynku jakiejś restauracji. Chłopak otworzył mi drzwi, a ja podziękowałam mu delikatnym uśmiechem. Zasiedliśmy do jednego ze stolików i zamówiliśmy kawę.
- Nawet nie wiem jak zacząć, cholernie ci dziękuję. Uratowałeś mi życie - powiedziałam cichutko.
- Daj spokój, nie mogłem się inaczej zachować.
Przypominając sobie te wydarzenia po policzku spłynęła mi łza. Nagle poczułam jak delikatnie chytwa moją dłoń.
- Spokojnie. A tak szczerze mówiąc to nawet nie wiem jak masz na imię.
Uśmiechnęłam się mimowolnie i podniosłam wzrok, by spojrzeć mu prosto w oczy. Od razu się w nich zatopiłam. Ten błękit był cudowny.
- [t.i].
- Niall.
Z początku było nam niezręcznie, jednak rozmowa zaczęła się kleić, a my lepiej się poznaliśmy. Chłopak wciąż zamawiał coś do jedzenia, a ja zastanawiałam się gdzie on to wszystko mieści. Dzięki niemu zapomniałam co wydarzyło się jeszcze tego samego dnia rano. Nawet nie zauważyłam kiedy minęły trzy godziny, dopóki nie usłyszałam dzwonka mojego telefonu. Na wyświetlaczu zobaczyłam napis : ,,mama" i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo?
- Gdzie jesteś? Wszystko w porządku? - zapytała zmartwionym głosem.
- Tak, nie martw się. Niedługo będę wracała.
Na te słowa Niall zrobił smutną minkę i spuścił głowę w dół. Zakończyłam połączenie i schowałam telefon do kieszeni sukienki.
- Muszę wracać - oznajmiłam.
- Ale tak teraz, już?
- Niestety...
- A mogę cię odprowadzić? - zapytał.
- Jasne.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Wyszliśmy z knajpki i kierowaliśmy się w stronę mojego domu, nawet nie wiem kiedy nasze dłonie się połączyły, jednak nie przeszkadzało mi to. Wciąż rozmawiając i śmiejąc się doszliśmy na miejsce.
- Do zobaczenia jutro? - zapytałam z nadzieją.
- No ja myślę.
- To pa - powiedziałam i chciałam już odejść.
- Tylko pa? - powiedział smutny.
- A co byś jeszcze chciał?
Podstawił policzek i pokazał na niego palcem. Delikatnie musnęłam go ustami, a na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Jeszcze raz dziękuję, do zobaczenia - powiedziałam i otworzyłam furtkę wprowadzającą na moją posesję.
Usłyszałam dźwięk mojego budzika i delikatnie podniosłam powieki.
- No tak, pierwszy dzień szkoły - powiedziałam sama do siebie.
Zwlekłam się z łóżka, bo tego nie można było nazwać zwykłym zejściem. Wzięłam szybki prysznic, założyłam coś odpowiedniego, nałożyłam lekki makijaż, rozczesałam włosy i byłam gotowa do wyjścia. Szybkie śniadanie, a po chwili znajdowałam się tuż przed budynkiem szkoły. Jednak kiedy ponownie zobaczyłam te same drzwi, za którymi wczoraj wydarzyły się te nieprzyjemności nie chciałam tam wchodzić. Ludzie mnie mijali i patrzyli jak na idiotkę, ja jednak nie miałam zamiaru tam wchodzić. Bałam się, że to znowu się powtórzy. Nagle poczułam, jak ktoś dotyka mojego ramienia.
- Coś się stało? - usłyszałam kojący głos Nialla.
- Boję się - wyszeptałam i mocno się w niego wtuliłam.
Chłopak objął mnie silnymi ramionami, a ja od razu poczułam się bezpieczniejsza.
- Do jakiej klasy chodzisz? - zapytał.
- Druga c - odpowiedziałam.
- Jaką masz pierwszą lekcję?
- Biologię.
- To chodź odprowadzę cię - powiedział i splótł nasze dłonie.
Razem weszliśmy do szkoły przyciągając spojrzenia innych. Niall usłyszał chyba "cześć" od wszystkich dziewczyn i większości chłopaków. Nie wiedziałam właściwie dlaczego jest tutaj taki znany, jednak postanowiłam się nad tym nie zastanawiać. Kiedy staliśmy już pod moją salą lekcyjną podeszła do nas czwórka chłopaków.
- Siema stary - powiedzieli niemal równocześnie.
Chłopak przywitał się z każdym z nich podaniem ręki.
- Poznajcie, to jest [t.i].
Porozmawialiśmy chwilę, poznałam chłopaków, kiedy zadzwonił dzwonek na lekcję.
- To ja już pójdę, mała. Gdyby coś się działo, daj znać - oznajmił i dał mi buziaka w policzek.
- Dzięki.
Chłopcy odeszli, zaś przyszedł nauczyciel i otworzył klasę. Usiadłam sama w ostatniej ławce, kiedy mężczyzna zaczął przemowę na temat nauczania w drugiej gimnazjum, zasadach bezpieczeństwa i innych niepotrzebnych rzeczach. Dał nam jeszcze chwilę czasu dla siebie. Siedziałam wlepiając wzrok w okno, kiedy dosiadła się do mnie niska brunetka.
- Cześć, jestem Emilly - powiedziała i podała mi dłoń.
- Hej, [t.i] - odpowiedziałam z uśmiechem.
Zaczęliśmy rozmawiać na jakiś neutralny temat, kiedy okazało się, że ona również jest tutaj nowa. Ucieszyłam się, przynajmniej nie byłam sama. Kolejne lekcje minęły szybko, wszędzie zajmowałam ławkę wraz z moją nowo poznaną koleżanką . Wydawała się bardzo miła. Kiedy kończyła się ostatnia lekcja do klasy wszedł dyrektor.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałbym na chwilę prosić [t.i] [t.n].
- Oczywiście, [t.i] weź swoje rzeczy.
Szybko się spakowałam, posłałam miły uśmiech Emilly, a reszta klasy dziwnie mi się przyglądała.
- Proszę za mną do gabinetu - usłyszałam od mężczyzny i wolnym krokiem za nim podążałam.
Kiedy byliśmy na miejscu, wskazał krzesło. Usiadłam na nim lekko bujając nogami ze zdenerwowania.
- Coś się stało? - zapytałam.
- Chodzi o wczorajszy wypadek, jesteś nową uczennicą w naszej szkole i chciałbym cię przeprosić, że takie zdarzenie miało miejsce na terenie naszej placówki.
- Nie chciałabym do tego wracać, rozumiem, że to nie jest wina szkoły. Najważniejsze, że ten chłopak już się tutaj nie uczy.
- Jeżeli byłyby jakieś problemy, proszę je zgłaszać. Na dziś dziękuję, jeżeli skończyłaś zajęcia możesz udać się do domu - podziękowałam uśmiechem i wyszłam z gabinetu.
Zadzwonił dzwonek ogłaszający koniec szóstej lekcji, a na korytarzu pojawiły się tłumy. Zmierzałam w kierunku wyjścia, kiedy poczułam jak ktoś przytula mnie o tyłu.
- Gdzie uciekasz? - usłyszałam głos Niall'a.
- Do domu - powiedziałam z uśmiechem.
Odwróciłam się do niego przodem i delikatnie pocałowałam w policzek.
- Ja też już skończyłem, może jakiś spacer? - zaproponował.
- W sumie czemu nie.
Szliśmy wciąż rozmawiając i śmiejąc się. Niallowi jak zwykle dopisywał humor. Usiedliśmy na jednej z ławek w pobliskim w parku.
- Mama mnie zabije, nigdy się nie spóźniałam - oznajmiłam.
- To do niej zadzwoń, że dziś wrócisz późno, albo najlepiej, że wcale.
- Wcale? Ej, ja czegoś nie wiem? - zapytałam.
- No bo może hmmm....
- No dokończ, Niall proszę - zrobiłam maślane oczka, by wszystko z niego wydusić.
- A co za to dostane?
- A co byś chciał?
- Ty już dobrze wiesz, co ja bym chciał - powiedział z szyderczym uśmieszkiem.
- Jesteś zboczony, wiesz? - zapytałam.
- Nie zboczony, tylko zakochany.
Jego słowa mnie zamurowały.
- Zakochany? - powtórzyłam cicho.
- Cholernie zakochany.
Pochylił się nade mną i momentalnie poczułam jego ciepłe wargi. Przeniósł mnie na swoje kolana, a ja zatopiłam dłonie w jego włosach. Pogłębiliśmy pocałunek, a ja zrozumiałam, że jest on dla mnie kimś więcej, mimo, że znamy się bardzo krótko. Niechętnie się od siebie oderwaliśmy, a ja od razu wtuliłam się w jego tors.
- To jak z tym dzisiejszym nie wracaniem do domu? - zapytał.
- A może po prostu pójdziemy do mnie, jestem trochę głodna.
- Twoi rodzice mnie nie zabiją?
- Nie martw się, nie będzie tak źle.


______________________
Wszystko jest teraz w Waszym rękach. Jeżeli tutaj również nie dacie o sobie znać kończymy z tym. Chociaż będzie mi cholernie ciężko.
  • awatar Natulax: Genialny *.* musisz częściej pisać :* Jak byś miała ochotę to zapraszam do mnie na dlaczegotojesttakietrudne.blogspot.com/
  • awatar Life taught me to die ♥: Ajaj , świetne ! Już dawno nie czytałam żadnego twojego opowiadania / imagina ... Szkoda ,lubię je <3 Wracaj,wracaj ;)
  • awatar worried: Świetnyy .:* Powinnaś pisać częściej! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 



Autor tekstu: Slash, Axl Rose
Kompozytor: Slash, Axl Rose
Rok powstania: 1991
Płyty: Use your Illusion

Refren :
Lost in the garden of Eden
Said we're lost in the garden of Eden
And there's no one's gonna believe this
But we're lost in the garden of Eden
This fire is burnin'
and it's out of control
It's not a problem you can stop
It's rock n' roll
Suck on that

Tłumaczenie:
Zgubieni w Rajskim ogrodzie
Powiedziałem, że jesteśmy zgubieni w Rajskim ogrodzie
I nie ma nikogo, kto by w to uwierzył
Ale jesteśmy zgubieni w Rajskim ogrodzie
Ten ogień parzy
I jest wyjęty spod kontroli
To nie problem,który możesz rozwiązać
To rock and roll.
Pluj na to.

Guns n' Roses to jeden z moich ulubionych zespołów. Lata 80' i 90' to zdecydowanie najlepszy czas tego zespołu. Niestety m.in. Slash odszedł po kłótni z wokalistą. Do końca nie wiemy, o co chodziło jednak w ówczesnym składzie zapewne nie osiągną już takiego sukcesu. Nie mówimy już tutaj nawet o wieku członków, ale ich nowym brzmieniu.





Ciekawostki na temat zespołu:

1. Axl Rose urodził się jako William Bruce Rose. Gdy miał 2 lata jego ojciec porzucił rodzinę a matka wyszła za mąż po raz drugi. Axlowi zmieniono nazwisko na Bailey - do 17 roku życia myślał, że jego biologicznym ojcem jest ojczym.

2. Perkusista Steven Adler dokonał nie lada sztuki - został wyrzucony z zespołu za nadużywanie narkotyków. Wolimy nie zastanawiać się, ile niedozwolonych substacji wrzucał w siebie pierwszy pałker Gn'R. Dziś Adler, który 16 lat temu doznał udaru mózgu, jest członkiem Adler's Appetite - coverbandu swojego macierzystego zespołu.

3. Axl Rose znany jest z niekonwencjonalnych zachowań - pomiędzy 2000 a 2009 praktycznie nie udzielał wywiadów, niespecjalnie chętnie wypowiadał się też o wydanej po kilkunastu latach płycie "Chinese Democracy".

4. Ostatnim utworem, w którym można usłyszeć trzon oryginalnego Gn'R (Axl, Slash, Duff, Matt) jest "Sympathy for the devil" - cover Rolling Stones pochodzący ze ścieżki dźwiękowej do "Wywiadu z wampirem".

5. Oryginalny basista Gn'R, Duff Mc Kagan, jest jedną z ostatnich osób, które widziały Kurta Cobaina. 1 kwietnia 1994 roku Duff siedział w samolocie z Los Angeles do Seattle obok wokalisty Nirvany. 4 dni później Kurt już nie żył.
 

 
*Pink - Are We All We Are*


Autor tekstu: Alecia Moore, Butch Walker, John Hill, Emile Haynie
Kompozytor: Butch Walker, John Hill, Emile Haynie
Rok powstania: 2012
Wykonanie oryginalne: P!nk
Płyty: The Truth About Love

Poznałam ją niedawno na mtv live. Pink ostatnimi czasy bardzo zmieniła swój styl muzyczny, jednak ta piosenka to, moim zdaniem, powrót do przeszłości. Przypomina mi rok 2008 i równie dobry utwór "Funhouse". Singel "Are We All We Are" charakteryzuje się dobrym tekstem i pokazuje genialny głos wykonawczyni. PINK gratuluję, zawładnęłaś moją duszą.


Moim zdaniem najlepszy fragment tego utworu:

"Seven seconds, seven seconds
That is all the time you got to make your point
My attention, my attention's
Like an infant tryin' to crawl around this joint
I know we're better than the masses
Bout we're all followin' our asses
And if our shit is not together it'll never be
You and me plant the seed
Open up and let it be"

tłumaczenie:
"Siedem sekund, siedem sekund
To cały czas, jaki dostałeś by dowiedzieć się o co Ci chodzi
Moja uwaga, moja uwaga jest
Jak niemowlę, próbujące się czołgać dookoła
Wiem, ze jesteśmy lepsi niż inni
Ale podążamy tylko za swoimi tyłkami*
I jeśli nasze sprawy nie są scalone, to nigdy nie będą
Ty i ja zasialiśmy ziarno
Otwórz się i pozwól mu kiełkować"





Ciekawostka!

Skąd wziął się jej pseudonim artystyczny? Dlaczego właśnie Pink?

Ale przeczytajcie co sama piosenkarka ma na ten temat do powiedzienia :
"Kiedy miałam jakieś osiem lat, na obozie harcerskim jeden chłopak, w którym się zabujałam, ściągnął mi spodnie przy wszystkich. Nie miałam na sobie bielizny, więc zaczerwieniłam się, a właściwie zaróżowiłam. Od tego czasu przezwisko Różowa przylgnęło do mnie na całe życie. Na początku było to podłe, gdy mnie tak nazywali, śmiali się wtedy ze mnie. No i stąd się to wzięło".
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Ostatnio, w oczekiwaniu na "30 seconds to Mars top 5" na mtv live lub tuż po tym (moja pamięć zawodzi) pokazali kilka utworów Emeli Sande (koncert). Znancie ją pewnie z piosenki " Next to me", która jest często puszczana w różnych stacjach radiowych, jednak to piosenka "Clown" zawładnęła moim sercem. Smutna, ale cholernie prawdziwa. Posłuchajcie.






Może zmienimy charakter tego bloga, skoro istnieje http://onedirection-imaginy-opowiadania.blogspot.com/ z imaginami na coś bardziej muzycznego? Nowości, piosenki popularne i tej mniej znane? Chcielibyście czytać coś takiego?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Proszę bardzo jaka niespodzianka. Znalazłam swojego pingera przez google

http://onedirection-imaginy-opowiadania.blogspot.com/
zapraszam tutaj, nowy imagin
 

 
Tak z innej beczki...
W szkole ciągle kłócę się z księdzem. Oskarża mnie o różne rzeczy. Chyba domyśla się, że nie wierzę w Boga. Przy całej klasie próbuje podważyć moje zdanie, niestety mu się to nie udaje. Czytam wiele na temat religii, "naszej" wiary, Bogu, różnych znakach (np. pacyfkach), dlatego to zawsze on się denerwuje i nie potrafi mi niczego wytłumaczyć, co kończy się moimi słowami " Mam inne zdanie na ten temat" i jego odpowiedzi "Siadaj". Kiedy zobaczyłam ten obrazek na kwejku postanowiłam Wam o tym napisać. Jakoś tak mnie naszło. Chcecie to czytajcie, nie chcecie to nie zmuszam.
  • awatar Gość: To kiepsko masz. Ja uważam, że możesz mieć swoje zdanie a ksiądz nie powinien Cię do niczego zmuszać, narzucac tego, co myśli i na dodatek mówić tego przy innych. Życzę, żeby wszystko się poprawiło.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
http://onedirection-imaginy-opowiadania.blogspot.com/

Zapraszam! Nowy imagin z Zaynem (wcześniej nigdzie nie udostępniany).
 

 


no to mamy kolejny teledysk One Direction. Jak wrażenia?