• Wpisów: 187
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 14:31
  • Licznik odwiedzin: 16 562 / 1676 dni
 
ode.mnie
 
Kierowałam się w stronę domu, kiedy usłyszałam swoje imię.
- [t.i]! Poczekaj!
Zobaczyłam Harrego. Który biegnie w moją stronę. Niechętnie się zatrzymałam i czekałam, aż mnie dogoni.
- Dlaczego nie chcesz mi pomóc, przecież ci zapłacę – tłumaczył.
- Harry, nie o to tu chodzi. Wcześniej mnie nie znałeś, a teram mam cię uczyć? Mogę się założyć, że wczoraj zapytałeś kogoś jak mam na imię, bo po roku chodzenia do jednej klasy głupio byłoby ci zapytać.
- Nie prawda, wiedziałem jak masz na imię – powiedział zakładając ręce na piersi.
- Brawo, powinieneś dostać nagrodę – stwierdziłam z nutką ironii w głosie i próbowałam go ominąć.
- [t.i] proszę – powiedział już znacznie łagodniej.
Zatrzymałam się, wzięłam głęboki oddech i stanęłam z nim twarzą w twarz.
- Dlaczego ci tak zależy, przecież możesz wynająć korepetytora, na pewno cię stać.
Momentalnie wlepił wzrok w ziemię i teraz to on wziął głęboki oddech.
- Nie to nie, najwyżej nie zdam – powiedział zrezygnowany.
Chciał już odejść, jednak jego ostatnie słowa sprawiły, że miałabym wyrzuty sumienia, gdybym tego nie zrobiła. Podbiegłam do niego i złapałam za dłoń.
- Kiedy i o której?
- Jutro około 12.00, mogę wpaść? – zapytał wyraźnie uradowany.
- Zgoda, uparciuchu – oznajmiłam po czym dał mi buziaka w policzek i odszedł.
Poczułam się dziwnie. Opuszkami palców dotknęłam miejsca, gdzie jeszcze prze chwilą znajdowały się jego wargi i ruszyłam przed siebie. Następnego dnia obudziłam się bardzo wcześnie, mimo tego, że właśnie zaczął się weekend. Wstałam z łóżka i zeszłam na śniadanie. Przy stole zobaczyłam tatę w garniturze pijącego poranną kawę i czytającego gazetę, a mam chodziła po domu rozmawiając z kimś przez telefon.
- Dzień dobry – powiedziałam dość zaspanym głosem.
Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi, mina mi zrzedła i niechętnie zasiadłam do stołu biorąc przy tym szklankę mleka.
- O której dziś wracacie? – zapytałam biorąc kolejny łyk.
- Nie wracamy do domu, wyjeżdżamy na tydzień – oznajmił ojciec nie odrywając wzroku od swojej lektury.
- Dobrze wiedzieć – odburknęłam.
- Mamy do załatwienia ważne interesy, musimy wyjechać w delegację – oznajmiła matka kończąc rozmowę telefoniczną.
- A ja? Mam zostać sama? Dlaczego mi nic nie powiedzieliście?
- Dasz sobie radę – usłyszałam głos taty.
- Jak zwykle…
Momentalnie wstałam od stołu i pobiegłam do pokoju trzaskając drzwiami. Wyciągnęłam zza szafy małe, czarne pudełeczko i usiadłam na łóżku. Delikatnie je otworzyłam i znalazłam potrzebną mi żyletkę. Podciągnęłam rękawy i opuszkami palców dotknęłam starych blizn. Westchnęłam i zrobiłam delikatne nacięcie. Czułam jak krew spływa po moim nadgarstku i jeszcze raz zrobiłam żyletką prostką kreskę na mojej skórze. Dokładnie obejrzałam nowe rany. Poczułam jak po policzku spływa mi łza. Nie panowałam już nad tym.
- Znowu to samo – powiedziałam cichutko.
Ścisnęłam żyletkę w dłoni i przymknęłam powieki czując przeszywający od środka ból. Położyłam głowę na poduszce i podkuliłam nogi do klatki piersiowej. Nie miałam już siły. Rozumiałam, że pieniądze są dla nich ważne, ale coraz częściej zdawałam sobie sprawę, że ważniejsze ode mnie. Otarłam dłonią mokre od łez policzku i zobaczyłam smugę krwi jaką pozostawiłam na białej pościeli. Usłyszałam samochód odjeżdżający z podjazdu, co oznaczało, że rodzice już odjechali. Bez pożegnania, normalne. Powoli wstałam z łóżka i udałam się do łazienki. Weszłam pod prysznic, czując zimne krople wody próbowałam doprowadzić się do porządku. W samej bieliźnie stanęłam przed szafą, by wybrać strój na dzisiejszy dzień, kiedy usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam „Numer nieznany”, bez zastanowienia odebrałam.
- Słucham?
- Cześć kochanie – usłyszałam męski głos.
- Kochanie? Z kim rozmawiam? – zapytałam lekko zdezorientowana.
- Nie pamiętasz mnie [t.i]?
To nie mogła być prawda. Ten sam głos, który prześladował mnie przez cztery lata powrócił. Czyli to nie koniec mojego koszmaru?
- Czego ode mnie chcesz? – powiedziałam po chwili.
- Tego co kiedyś, maleńka. Pobawimy się?
- Skąd masz mój numer? – zapytałam drżącym głosem.
- Mam swoje sposoby skarbie.
- Odpieprz się! – krzyknęłam i z impetem rzuciłam telefonem o ścianę.
Usiadłam na brzegu łóżka i schowałam twarz w dłoniach. Kolejne łzy spływały po moich policzkach. Czułam jak ten koszmar powraca. Ponownie wzięłam do ręki żyletkę i nie potrafiłam powstrzymać emocji. Bez namysłu robiłam kolejne cięcia na udach. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Przerażona, momentalnie wstałam, podbiegłam do okna i ujrzałam Harrego. W pewnym sensie mi ulżyło, jednak nie chciałam się z nim spotykać. Trudno, obiecałam.


tumblr_mjneswW6Q91rocd1co2_500.png

_______________________________________
Jesteście najwspanialsi! Dziękuję za każdy komentarz, wejście i ogólnie za to, że jesteście. ♥ Kolejna część imagina (krótka, nie chciałam Was męczyć) mam nadzieję , że przypadnie Wam do gustu i będę mogła czytać jak najwięcej komentarzy.



Każdy komentarz to radość i wielka motywacja do dalszego pisania.


Wprowadźmy zasadę: Czytasz=Komentujesz.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego